Spódnica, o której wspomniałam poprzednio, powiedzmy, że jest zrobiona (Agnieszka Scriptoria - dzięki raz jeszcze!)
Ale oczywiście nie ma tak łatwo...
Po pierwsze strona, po której krzyżowały się nitki wyszła luźniejsza, więc ładniejszy brzeg musiał iść na górę, żeby kiecka miała kształt odpowiedni;
Po drugie znowu nie pomyślałam, że wełna po praniu robi się puchata i rośnie - więc spódnica jest dłuższa, szersza i bardziej wiotka niż się zapowiadała, a co za tym idzie obawiam się duuużej podatności na wypychanie/wyciąganie - ale tu myślę, że podszewka ewentualnie by uratowała sprawę, długość i szerokość by uszły...
Skąd tryb przypuszczający?
Stąd, że nie podoba mi się sposób w jaki się spotkały oba brzegi - również z dwóch powodów - po pierwsze się ciągnie (bo szew jakoś się nie urósł w praniu) a po drugie niezgranie kolorów.
I znowu się pytam siebie dlaczego nie poczytam ile można? Dlaczego nie wypatrzyłam bezszwowej wersji??
Nie wiem - ale efekt jest taki, że jak tylko wyschnie, spruję i zrobię od nowa.
A tu mały przerywnik od poważnych projektów - pomysł na wykorzystanie resztek - teraz zamiast kilku kłębuszków mam na zbyciu ok 10 takich bransoletek ;-)
wszystkie zdjęcia z fleszem więc kolory deko oszukane.